Paradoksy życiowe…

Intensywne leczenie przynosi efekty. Leczy się ciało, a co z resztą?

Mam bolesną świadomość , że Patryk miał niesamowite szczęście. To jak potoczyły się wszystkie wydarzenia, że trafił od chwili przyjazdu karetki na ratowników i lekarzy z wiedzą i z sercem. Decyzją wrażliwego lekarza został przewieziony do szpitala najlepszego w Warszawie, a tam trafił   pod opiekę lekarek z niespotykaną empatią.

Kryzys zażegnany.Pacjent żyje.I co dalej?

Wiem, że potrzeba czasu na rechabilitację…tę fizyczna … a co z resztą?

Patryk jest bardzo osłabiony… i przestraszony …

Nie ma sił nawet na rozmowy telefoniczne.

A mnie smuci , że  mówienie o ciemnej i smutnej stronie mukowiscydozy jest traktowane jak narzekanie, straszenie tych, ktorzy jeszcze nie wiedzą z czym być może przyjdzie im się w przyszłości zmierzyć.

Mukowiscydoza to jest taka choroba , która nigdy nie pozwoli o sobie zapomnieć…

My mamy swoje Halloween…

Reklamy

A BYŁO W MIARĘ SPOKOJNIE…

Jak  bardzo można się bać ? I ile razy można umierać ze strachu?

Wszystko poszło błyskawicznie. W czwartek badanie PET z kontrastem. W piątek pogorszyło się samopoczucie. W sobotę brak sił, temperatura …w nocy ponad 40″. W niedzielę antybiotyk doustny. W poniedziałek lekarz rodzinny . W nocy utrata przytomności, karetka, SOR w Piasecznie.

Pierwsze badania. CRP 190. Karetką na sygnale do szpitala klinicznego MSWIA. Szybka, rozszerzona diagnostyka, antybiotyki, płyny… CRP rośnie. W czwartek już dochodzi do 500. Szok!!!!! Bakterie we krwi, zakarzenie organizmu…

Sterydy dożylnie. Płyny, bo nerki się buntują.

W piątek….cud, leczenie zadziałało – CRP 109…

Walka dalej trwa, ale jest światełko w tunelu. Patryk kompletnie wyczerpany.

Przez ten czas od transplantacji walczył o kondycję rujnowaną kolejnymi zakarzeniami – bakteryjnymi, grzybicznymi, wirusami. Walczył o każde 10dkg dodatkowej wagi, którą tak łatwo tracił.

Wykorzystywał każdą minutę nowego życia, którą zyskał dzięki transplantacji, DAWCY i jego rodzinie, cudownym lekarzom.

Zawsze pogodny, uśmiechnięty, pomocny…

Nigdy wcześniej tak się nie bałam. Czułam się, jakbym była poza czasem i przestrzenią.

Coraz częściej zastanawiam się ile może znieść pojedyńczy człowiek? I w imię czego?