Nowy Rok – Nowe Życie

Siadam nad klawiaturą…i totalna pustka w głowie. Tyle emocji, że w pewnym momencie dajemy się porwać zdarzeniom nie próbując nawet za wiele myśleć.

Dwa tygodnie wstecz, późnym wieczorem w izolatce szpitalnej zadzwonił telefon Patryka. Spokojna rozmowa, żadnych emocji na twarzy, pełen luz. Ciekawa byłam tylko, kto o tej porze dzwoni…zapewne coś ważnego.

Patryk spokojnie odłączył żywienie i spokojnym głosem oznajmił : DZWONIŁ doc.KUBISA. JEDZIEMY DO SZCZECINA, PŁUCA NA 99% DLA MNIE!!!!

To było szaleństwo!!! i taki jest każdy kolejny  dzień…

Kiedy zaczynam cokolwiek sobie przypominać rozpadam się na tysiąc kawałków. Tyle lat w  poczuciu zagrożenia, walki z wiatrakami, beznadziei…nie będę ściemniała, że do końca wierzyliśmy. Mieliśmy świadomość, że czas się kończy. Zresztą cierpienie codzienne z jakim się zmagał mój syn nie zostawiało już pola na pozytywne odczucia.

Po telefonie wszystko potoczyło się błyskawicznie. Błyskawiczne pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, ostatnie rozmowy z Panią doktor będącą na dyżurze, z pielęgniarkami, z paniami z obsługi…łzy wzruszenia, słowa wsparcia, uściski…

I wyjazd…

A potem … plączą się zdarzenia, myśli, odczucia…

Patryk na bloku operacyjnym, a ja zaczynam się sypać..dopada mnie takie przeziębienie, że nie pamietam, kiedy byłam tak chora…

Zapada decyzja , że nie będę przy moim synu, kiedy będzie wybudzany…serce mi pęka.Kiedy  siedzę i rozpaczam w mojej noclegowni dzwoni telefon – niech Pani przyjeżdża, wykąpiemy Panią w spirytusie, zabezpieczymy, bo syn bardzo czeka…

Złamałam wszystkie przepisy gnając do szzpitala. Pierwsze pytanie mojego syna:

Mamo, czy ja żyję? A potem…Czy mam nogi? Ręce? Czy wszystko się udało?

Myślałam, że jestem na wszystko przygotowana….nie byłam…

Diesiątki kabli, maszyneria, obolałe, zmasakrowane ciało mojego dziecka…

A teraz ?

Wojna trwa….dwa kroki do przodu, jeden do tyłu, ciągle coś, ale każdego dnia lepiej!!!!Najlepsze, co mogło się wydarzyć, to szansa na nowe życie w Zdunowie…

Zespół transplantacyjny jest jak genialna, dobrze naoliwiona maszyneria z wielkim, gorącym sercem, niezwykłą wrażliwością, ale najważniejsze – z niesamowitą wiedzą..

Przez cały ten czas było nam dużo łatwiej, bo nie byliśmy sami. W tym szczególnym czasie, aż wibrowała wokół nas dobra energia…

Nie wiem, czy będę w stanie kiedykolwiek wszystkim podziękować.

Tyle osób sprawiło, że mój syn dotrwał…tyle osób wierzyło…pomimo..

Patryk miał szczęście do lekarzy z sercem i wiedzą …dr Pogorzelski. a teraz dr. Skorupa…To są lekarze, którzy kosztem swojego życia prywatnego, osobistego, z niezwykłym sercem, empatią zajmują się chorymi na mukowiscydozę. Cieszą sięe z każdego sukcesu i przeżywają każdą porażkę…

Panie dr. Skorupa….melduję, że tą walkę może Pan zaliczyć do wygranych – to Pana sukces!!!

A ja ? Ja dziękuję Bogu, za wszystko!!!!

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s