Magiczny czas!

Czas  – magiczny, bezcenny, nie do kupienia, nie do powtórzenia, zbyt szybko upływający… ale zawsze bezcenny.

Po czterech tygodniach leczenia szpitalnego wróciliśmy do domu. Za każdym razem jest trudniej… i być tam , i wracać. Szpital daje poczucie bezpieczeństwa. Leczenie przynosi ulgę, pozwala choć na chwilę poczuć się nieco lepiej.                                                             Tylko ta ograniczona przestrzeń, wrażenie celi więziennej, ciągłe uzależnienie od otoczenia, personelu medycznego, ludzi wokół…                                                                           I nie ważne, że wszyscy są bardzo mili, pomocni, profesjonalni…

A teraz  – tydzień i trzy dni w domu. Dokładnie wyliczana każda godzina, każda minuta…i ta świadomość, że za chwilę znowu…bo kaszel, bo gorsze samopoczucie…

A przecież tyle się dzieje… przyjaciele, praca, plany. Nie wiem, z kąd Patryk czerpie siły, chęci, inspiracje. Odnoszę wrazenie, że gdyby był zdrowy, to by wogóle nie sypiał. Ciągle nowe wyzwania… tak wiele do zrobienia… tak wiele do nauczenia się…

Tak dużo się dzieje pięknych rzeczy w naszym życiu, że czasami nie nadążamy, rzeczywistość miesza się z marzeniami, real wyprzedza marzenia…

Mój syn jest niezwykły, ludzie są cudowni, życie jest piękne i pełne niespodzianek…

A do pełni szczęścia potrzebujemy tylko jednego – tak długp oczekiwanego…

A wtedy kłopoty dnia codziennego będą drobiazgiem. Nie ważne będą drobne potknięcia, zawirowania, nie ważne, że na miesiąc mamy 153 złote plus renta Patryka…wszystko to nic.  Damy  radę…

Mamy siebie, rodzinę, przyjaciół…

Mamy wiarę, nadzieję i obietnicę… najpewniejszą z możliwych…

DZIĘKUJĘ CI BOŻE!!!

A czsami, kiedy patrzę na Patryka zapominam, jak bardzo jest chory…i to szczęście w jego oczach 🙂 🙂 🙂

 

             

Reklamy

Jesteśmy tylko (aż ) ludźmi…

Ranek… kolejny w szpitalnym, małym pokoiku. Siedzę przy łóżku mojego ( dorosłego ) dziecka. Rozdarta pomiędzy radością, a wszechogarniającym smutkiem.

Dziękuję w każdej modlitwie, w każdej myśli, że jest… że  oddycha, walczy, że wszystko może się zdarzyć, że jest nadzieja…

Powtarzam sobie, że ostatnie na co mogę sobie pozwolić, to momenty załamania. Bo jak będę wspierała mojego syna, kiedy sama się rozsypie? Przecież On daje radę, jest taki mądry, dzielny, nigdy nie narzeka, ma miłe słowo i uśmiech dla każdego…

A ja?

Jaka ja? Jestem tylko ( albo aż ) mamą… jestem nadzieją, miłością, rozpaczą…jestem czekaniem…i strachem, bólem, emocją…

Tak mało już zależy ode mnie…na tak mało aspektów naszego życia mam wpływ…

Dzisiaj padło gdzieś w necie pytanie …czy jesteś szczęśliwy/wa? I kilka pytań w podpunktach, na które odpowiedzi miały to potwierdzić, albo i nie…                                              Spróbowalam…i okazało się…JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI!!!! mało tego …JESTEŚMY SZCZĘŚCIARZAMI!!!

  1. Mamy siebie, rodzinę, kochamy się i szanujemy…
  2. Mamy przyjaciół, na których zawsze możemy liczyć…
  3. Widzimy piękno tego świata…
  4. Mamy dach nad głową i jedzenie na talerzu…

Mamy za co być wdzięczni, i za co dziękować Bogu

Więc dlaczego jest tak ciężko? Dlaczego ?

Spisuję wszystkie nasze przeżycia, ubieram w słowa nasze myśli i emocje, ból strach i radość.Gromadzę w pamięci komputera nasze życie. Kiedyś, kiedy już zaświeci dla nas słońce wszystko poskładam razem i wydrukuję.         Wydrukuję, jako świadectwo naszej walki, siły i odwagi mojego syna, jako świadectwo wrażliwości i dobroci drugiego człowieka…

Tylko niech to będzie już…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PODZIĘKOWANIE :-)

Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli zadedykować Patrykowi swój 1 % podatku. Bardzo, bardzo dziękujemy za szansę, którą daliście swoją decyzją – szansę na zakup leków, sprzętu, czy rechabilitację – szansę na życie..

BARDZO DZIĘKUJEMY !!!!

I mamy listopad…

I mamy listopad:) nastała jesień, wcale nie ta złota, z babim latem i tysiącem kolorów…

Strasznie nostalgicznie się zrobiło, trochę smutno, trochę…trudniej…

Myśli i serca z tymi, których bliscy odeszli…

Patryk zaczyna kolejny tydzień leczenia szpitalnego…Po trudnym czasie coś drgneło. Kolejny raz zadziałał…i zadziwił nas dr. W. Skorupa – lekarz opiekujący się Patrykiem. Codziennie odwiedza swoich pacjentów ( a nawet kilka razy dziennie ) i nawet wtedy , kiedy niewiele mówi na temat leczenia, uważnie obserwuje…i podejmuje właściwe decyzje 🙂           Tym razem …niestety…niezbędne okazało się zwiększenie dawki serydów. Po trzech dniach dawki zmniejszane, ale efekt zaskakujący: spokojniejsze noce, lepszy apetyt, samopoczucie i stan fizyczny…

Nie wiemy, kiedy Patryk będzie mógł wrócić do domu. Coraz bardziej brakuje nam odrobiny normalności, stabilności…rozmawiamy, planujemy, tworzymy wirtualną przyszłość…staramy się kompletnie nie oszaleć…

I codziennie ta myśl…może to dzisiaj?…bo ile można czekać i nie zwariować?