Zamknięty świat…

Życie poza nawiasem? Czy niepełnosprawni są wsród nas? Na jakich warunkach?

Internet, media społecznościowe są fantastyczną rzeczą. Pozwalają nam podtrzymywać znajomość, ułatwiają przepływ informacji, a czasami – ratują życie…

Jednak coraz częściej odnoszę wrażenie, że rodziny obarczone niepełnosprawnością najbliższych to zupełnie odrębna grupa społeczna, która funkcjonuje tylko na portalach społecznościowych. To tu szukamy pomocy, wsparcia finansowego na kosztowne leczenie, operacje ratujące życie, ciepłego słowa w chwilach załamania.

Piękne jest to, że taką pomoc otrzymujemy…od ludzi, którzy nie zatracili wrazliwości w tym coraz brutalniejszym świecie.

Tylko, czy tak to powinno wyglądać? Czy walcząc o życie najbliższej nam osoby nie powinniśmy móc skupić się na opiece nad nią? na wspieraniu jej fizycznie i psychicznie?

Dlaczego instytucje -teoretycznie- powołane, żeby pomagać traktują nas jak zło konieczne, jak intruzów naciągających nasze biedne państwo?

Jedyna pomoc jaka nam przysługuje, to zaświadczenie z MOPSu o naszej trudnej sytuacji finansowej…żeby szukać pomocy gdzie indziej…

Ilu rodziców wyprawę do odpowiednich instytucji w- teorii- mających wspierać przepłaciło stesem, bólem brzucha, upokorzeniem?…

Dlaczego doprowadza się do tego, że czujemy się jak śmieci , nic nie warci , wyrzuceni poza nawias?

Dobrze , kiedy jesteśmy na tyle silni, że po upadku podnosimy się do dalszej walki…Ale co z tymi, którzy już nie mają sił, nie mają nadziei, nie potrafią uwierzyć, że czeka ich jeszcze coś dobrego? Bo ile ciosów można przyjąć, ile razy się zbierać z rozsypki?

Mój syn jest w szpitalu…drugi tydzień…

Mamy szczęście…po dramatycznym początku – poprawa…

Tylko to czekanie, ten stan zawieszenia…ale kto powiedział, że będzie łatwo?..

 

 

Reklamy

Boże, proszę….

Boże, proszę …daj mi siłę gdy jestem słaby…   Miłość, gdy czuję się opuszczony…Odwagę, kiedy się boję…Pocieszenie, gdy jestem samotny…Nadzieję, gdy czuję się odrzucony i pokój, gdy jestem w rozsypce…

Paulo Coelho

Nie będę pisała, że jesteśmy zmęczeni…nie będę pisała, że strach i stres jest obecny w naszym życiu…nie będę pisała, że …

Od czterech tygodni Patryk w domu…wymodlony cud, nie tylko przez nas…

Jak mogę narzekać, kiedy tyle osób walczy z nami…na różne możliwe sposoby…fizycznie i duchowo…finansowo i modlitwą…

Być może lada dzień dotrze do nas koncentrator przenośny, który pozwoli Patrykowi dojechać do szpitala, na badania, czy do Szczecina. Niestety, tlen jest niezbędny całą dobę, zresztą od dawna…

C.D.

Mineło sporo czasu od kiedy pisałam . Nie chcę tłumaczyć z kąd taka przerwa. Ktoś , kto toczy , bądź toczył podobną walkę zrozumie…

Dostaliśmy niezwykły prezent – dwa miesiące w domu. Cena wysoka – dwa miesiące dodatkowych antybiotyków przyjmowanych doustnie.

Dzięki innemu prezentowi – mobilnemu koncentratorowi tlenu – Patryk mógł spełnić swoje marzenie…kilka dni spędził nad morzem, na Helu.

Dziękujemy ChSCh i  wszystkim , którzy brali udzał w Kampie Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego .

Dziękujemy kochani!!! Aniu, Marku …Wam szczególnie…

W przyszłą środę mieliśmy jechać do Szczecina…Niestety, stan Patryka znowu wymaga leczenia szpitalnego. Jesteśmy pełni obaw…nigdy nie wiemy do jakiej sali zostanie położony, jak organizm zareaguje na duże dawki antybiotyków. Niestety, coraz częściej broni się przed chemią, a Patryk cierpi.

Patrzę przez okno…zapowiada się kolejny, pięny dzień…