Wiara, nadzieja, miłość…

Co warte by było nasz życie bez wiary?…czy walka miałaby sens bez nadziei?…czy to wszystko byłoby możliwe bez miłości?…

Za oknem piękny, wiosenny dzień. W zasięgu wzroku mamy kilka pojedyńczych drzew, których gałązki pokrywają się delikatną zielenią…codziennie bardziej i jakby szybciej.

Od środy Patryk znowu w szpitalu. Za każdym razem myślę, że już gorzej być nie może, a potem okazuje się, że jednak się myliłam, niestety.

Wyniszczone płuca, wyczerpany organizm, brak apetytu, sił, wszystkie aspekty ciężkiej, przewlekłej choroby…

Tym razem sala trzyosobowa. Na razie jestem cały czas z moim synem. Pomagam mu w czynnościach i sytuacjach, w których sam nie jest sobie w stanie poradzić.

Koniec kwietnia, za chwilę maj – miesiąc, który kojarzy się z odnową, z początkiem, z życiem…W maju Patryk ma urodziny…Najpiękniejszy prezent, jaki mógłby dostać to…życie…

 

 

 

Reklamy

Okno na życie…

Transplantacja płuc – operacja bardzo dużego ryzyka, ratująca życie, dająca szansę na trochę normalności…ale nie może być wykonana zbyt wcześnie, ani zbyt późno…trzeba trafic w okienko…

Najpierw jest za wcześnie, pacjent ”jakoś” sobie radzi, a potem nagle jest zbyt słaby…i jest za późno..

W piątek wróciliśmy ze Szczecina. Dwa dni intensywnych badań, wieloosobowa sala bez łazienki, długa, męcząca droga zrobiły swoje. Patryk  bardzo wyczerpany, z gorączką, z podrażnionym wejściem od pega, z nasilonym kaszlem. Czekamy na miejsce na Płockiej.

Nic nie planujemy. Żyjemy tu i dzisiaj. Patryk każdą lepszą chwilę wykorzystuje na to, co jest w stanie zrobić , a co sprawia mu odrobinę przyjemności…

Cieszymy się każdą chwilą…

A na resztę nie mamy wpływu, więc powierzamy wszystko w inne ręce…

Wiosna…

Wiosna wokół…piękna, słoneczna, rozedrgana śpiewem ptaków…wszystko budzi się do życia, powietrze pachnie świerzością, słońcem i nadzieją…

Zawsze z niecierpliwością czekaliśmy na ten czas, na słońce, na możliwość wyjścia z domu, na zieleń wokół…

Teraz…codziennie piszę, co się u nas dzieje. Jak czuje się mój syn, jak wygląda jego walka o przetwanie, o dotrwanie…Jak walczy o każdy oddech. Jak w w naszym pięknym kraju wygląda opieka medyczna nad ciężko chorymi, nad tymi, którzy sami już nic nie mogą..

Kiedyś to opublikuję…kiedyś…

Teraz sama traktuję to pisanie, jak rodzaj terapii…inaczej już dawno bym zwariowała…

Patryk jest drugi tydzień w domu. Mamy świadomość, że lada dzień będzie musiał wrócić do szpitala. Zawsze , niestety jest to ostateczność. Wieloosobowe sale w przypadku konieczności tak częstego leczenia, to masakra. Pomijam już nawet fakt izolacji chorych na muko, który jest fikcją..

Niebawem miną dwa lata czekania…czekania na odrobinę normalności, na oddech, na życie…Bardzo trudny czas,w napięciu, z nadzieją, ale i z chwilami załamania i rezygnacji… Zrozumie to tylko ktoś, kto znalazł się w tak traumatycznej, prrzewlekłej sytuacji…

Im więcej czasu mija, tym bardziej wzrasta mój podziw dla Patryka, dla wszystkich chorych na mukowiscydozę. Tak doświadczeni przez los, mają siłę się uśmiechać, pozytywni, nigdy nie narzekają, kochają życie i ludzi…

I mają więcej wiary, niż my wszyscy ,,zdrowi,, razem wzięci…