Dzień, taki dzień…jeden w roku…

Cokolwiek byśmy chcieli, jakiekolwiek mielibyśmy oczekiwania…..nie ma to większego znaczenia….
Czas upływa, rzeczy się dzieją, wszystko pędzi do przodu…..i nagle okazuje się, źe już nie nadąźamy, zostajemy gdzieś na bocznicy….
Cóź….samo źycie…

Ten czas grudniowy jest niezwykły, magiczny…przewraca źycie wielu ludzi na drugą stronę….uwypukla i te dobre …i te złe emocje….
Tak jak godzi…tak i kłóci….
Sprawia, że wszystkiego jest więcej…. miłości, empatii, czułości…ale teź żalu, bólu, łez…
Sprawia, że część z nas celebruje każdą minutę spędzoną z rodziną, przyjaciółmi….. a część czeka , kiedy minie to szaleństwo… kolejny raz rozczarowana tym, źe ich oczekiwania znowu mineły się z rzeczywistością….

Patryk jest od poniedziałku w szpitalu….
Czas (prawie pusty oddzial w święta) i warunki (izolatka) sprawiły, źe mogę z nim być…
Na szczęście….
Osoby ciężko chore nie mają zbyt komfortowej sytuacji w polskiej, szpitalnej rzeczywistości…
A to, że jest mniej pacjentów niwiele zmienia…
Nawet katering w tych dniach zbytnio sie nie przejmuje…jak zawsze żółty ser, jakieś smarowidło i dwie kromki chleba…

Pogorszyły się wyniki, wczoraj doszło dożylnie białko…
Pewno dopiero w poniedziałek dowiemy się jaka jest przyczyna i co dalej…

A ten czas, magiczny czas modlitwą wypełniony…

image

Reklamy

,,Nie poddawaj się , zanim zdarzy się cud..,,

….cisza, aź w uszach dzwoni…
Z zamyślenia wyrywa mnie dzwonek telefonu…
….tak, słucham…
….Cześć, super, źe odebrałaś…mogę wpaść , sprawę mam…?..
…chetnie, ale nas nie ma w domu…
…ojej kiepsko…a o której będziecie? albo jutro przyjdę…
….przepraszam Cię, ale po nowym roku dopiero będę…
….no coś Ty? i ty narzekasz? Mało kogo stać ,tak sobie wyjechać , na tak długo w tym czasie….
….yyyy..po pierwsze …nie narzekam….a po drugie jesteśmy w szpitalu….
…..o matko….przechlapane….

No …i to by było na tyle 🙂 
A ja się cieszę….
Bo było miejsce….
Bo jest izolatka….
Bo jest spokój…

Priorytety….wszyscy je mamy….zawsze są rzeczy i sprawy waźniejsze od innych….
A co bedzie ważne w czasie najbliźszych dni?
Czy piękna choinka? bogato zastawiony stół? ludzie wokół niego zgromadzeni?
Czy pamięć o Dzieciątku, które urodziło się , źeby umrzeć za nas ?
Dla kaźdego , coś innego zapewne….

A dla nas?
Staramy sie nie poddawać w oczekiwaniu na cud….
Staramy się nie tracić z oczu tego , co najwaźniejsze….
Staramy się nie tracić wiary..
Tylko jesteśmy bardzo zmęczeni…niestety oboje…
I ten czas bedzie sprawdzianem naszej siły…
I waźne….mój Syn się usmiecha!!!!!

Nadzieja, wiara, miłość….

Mineło dużo czasu odkąd cokolwiek bylam w stanie napisać…
Stres, strach, życie w poczuciu ciągłego zagrożenia ma destrukcyjne działanie…
Tak trudno…mieć wiarę, że będzie dobrze…mieć nadzieję, pomimo ….
Pozostaje miłość…ponad wszystko i wbrew wszystkiemu…

Patryk jeszcze jest w domu…
Dzisiejszej nocy spał siedząc…
Oboje ( chociaż to nie ja jestem chora )  boimy sie kolejnego pobytu w szpitalu…

Zbliża się koniec roku….
Czas podsumowań… czas radości, albo nostalgii…
Czas rozliczeń… tych z samym sobą, ale również z urzędem podatkowym…
Wpłaty z jednego procenta są często jedyną szansą na zakup leków przez ciężko chorych…
Wszędzie coraz więcej apeli, próśb, ulotek…również w sieci…

Po tych wszystkich latach walki …
Nie wiem, nie potrafię już prosić…
Ale potrafię podziękować ….i bardzo jestem wdzięczna za każdy gest , za każdą pomoc…za każda złotówkę, która pomogła przetrwać Patrykowi kolejny dzień, kolejny tydzień….