Że szpitala……do szpitala…

Poszłam do szpitala na trzy dni….na badania….dla spokoju sumienia….z poczucia odpowiedzialności. ..
Po trzech dniach myślałam tylko o tym, żeby zasnąć i nie czuć bólu….
Wyszłam po tygodniu na własną prośbę. …wczoraj , późnym popołudniem. …
Dzisiaj ….Płocka…
Tydzień to o wiele za długo, kiedy człowiek nie ma siły…na nic…
Kiedy każdy oddech okupiony  jest tak wielkim wysiłkiem….
Kiedy najprostsze czynności to Mount Everest….
Serce mi krwawiło, kiedy wiozłam Patryka dzisiaj do szpitala….
I tak szczuplutki….schudł jeszcze bardziej…
Ten tydzień…..
Zrozumiałam….nie może człowiek , który cierpi być sam…
W samotności czai strach….I niemoc. ..
Bo łatwiej walczyć ramię w ramię….
Czasami z uśmiechem. ..czasami we łzach….ale nie samotnie….
Synku…tak bardzo Cię kocham. ..

Reklamy

Podróż w czasie….

Wracam powoli do świata żywych. …
Zespół popunkcyjny….Nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje…I szczerze mówiąc – tak było stanowczo lepiej…
Czasami marzymy o podróży w czasie…chcielibyśmy wybiec trochę do przodu, albo cofnąć się wstecz. ..
Nic straconego….wystarczy odwiedzić kilka szpitali…
CZDz w Międzylesiu,   klinika w Szczecinie…czasy współczesne. ..
Nie mam porównania ze szpitalami za naszą zachodnią granicą, ale myślę, że aż tak bardzo nie odbiegamy standardami…
Jednak , żeby odbyć podroż w zamieżchły czas wystarczy znaleźć się w powiatowym szpitalu….
To nawet nie zeszły wiek…to jakiś koszmar…
Pacjent – zło konieczne….
Posiłki….jak dla…no nie wiem..-prosiąt?
Sprzęt – z zamierzchłej epoki…
Rękawiczki? …a jest coś takiego?
A nawet jak są, to jedne na obsłużenie wszystkich pacjentów, przestawienie stojaków i jeszcze parę innych rzeczy…
Chociaż szpitale to nasza codzienność,  to przyznaję….moja wiedza była żadna….
Przerażenie ogarnia…..

Mam nadzieję, że w poniedziałek będą już wyniki badań….I do domu….
Miało być trzy dni….
Patryk ma zaprawę…I szkołę przetrwania…
Rodzinka dodatkowe obowiązki…
A tak się bałam…niepotrzebnie…

Drodzy rodzice….
Kontrolujcie również swoje zdrowie. …zwłaszcza, kiedy macie chore dzieci, które na Was liczą….
To kwestia odpowiedzialności. ..nie tylko za siebie….

Zamiana ról. ..

Czasami, żeby zrozumieć drugą osobę trzeba chociaż spróbować ,,wejść w jej buty,,
Mój syn zawsze mi powtarzał,  że nigdy nie zrozumię  ,  co to znaczy szpitalne łużko. ..
Wprawdzie zdarzało mi się leżeć w szpitalu…nawet kilka tygodni…ale tak dawno, że na pewno już nic z tego okresu nie pamiętam…
Więc na chwilę zmieniliśmy się rolami – to ja leżę w szpitalu, a moje dziecko mnie odwiedza;

A tak na serio…niestety musiałam się wziąć za siebie…
Chyba zużycie materiału  😉
Powinnam położyć się w zeszłym tygodniu, ale trzeba było dopiąć jeszcze kilka spraw… wizyta na Płockiej, uzupełnienie  domowej apteki…
W pn. zameldowałam się w szpitalu na neurologii. ..
Miało być do czwartku…dzisiaj okazało się, że najwcześniej wrócę do domu w poniedziałek. ..

Najchętniej poszłabym w jednej chwili do domu na piechotę,  bo moje myśli i serce już tam są…
Wiem jednak, że już bym tu nie wróciła. …a i tak za długo czekałam…
Ten czas to taki trochę egzamin dla nas obojga…

Wierzę, że jak zadzwoni oczekiwany telefon to oboje będziemy gotowi. …

image

A póki co Patrykiem opiekuje się Timon….I wzajemnie. ..

W stronę słońca. …

Coraz trudniej mi pisać …
Coraz trudniej mi mówić. …
Czy jak schowam głowę pod poduszkę , to wszystkie potwory znikną?
Jak byłam dzieckiem tak myślałam…
A może dzisiaj to zadziała?

Odszedł kolejny chory na mukowiscydozę. ..
Też ,  jak Patryk czekał na nowe płuca…
Zakwalifikowany do Wiednia…
Mnóstwo ludzi zbierało  dla niego pieniądze. …
Bo życie można kupić….
Czasami…nie zawsze…
Taka loteria…

Wczoraj byliśmy na Płockiej….na badaniach…
Lepiej już było….
Teraz tylko gorzej…
W nocy problem z uszami…prozaiczny. …dokuczliwy…
Na szczęście Patryk ma kartę w Kajetanach. ..
Już ok…

Zbuntował się do reszty  żołądek…
Kompletny brak apetytu…nadkwasota…wymioty…
Za dużo leków, antybiotyków, chemii. ..
Kłopoty z tarczycą. ..

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że na miejsce jednego rozwiązanego problemu natychmiast są trzy kolejne…
Boże. .niech się coś wydarzy….
Serce mi pęka , kiedy patrzę na cierpienie mojego syna…

Rola życia. …

Stany Zjednoczone. …jaki piękny kraj, różnorodny,  kolorowy….moja przyjaciółka była zachwycona. Była tam od kilku dni. Trudna i pogmatwana sytuacja osobista zmusiła ją do wyjazdu .Zabrała ze sobą dwie córki. Mąż miał dojechać z synem za kilka tygodni.
Tymczasowo – dokąd czegoś nie znajdzie- zatrzymała się u znajomych.
Pomimo stresu związanego ze zmianą starała się jak najszybciej zaaklimatyzować. Podobało jej się, że wszyscy są radośni , uśmiechnięci…
Sama zawsze była spontaniczna , więc poczuła się jak u siebie…
Pewnego dnia samochodem przyjaciół jechała na spotkanie w sprawie pracy….to był moment…  z bocznej ulicy wyjechało rozpędzone  auto i uderzyło w bok jej samochodu…
Przerażenie, szok…
Na szczęście nić poważnego jej się nie stało …na szczęście nie jechały z nią dzieci…
Bardzo zmartwiła  się zniszczonym autem…bo nie było jej własnością…
Ale cóż. ..przecież ubezpieczone…
Minęło kilka dni. ..poszła do lekarza, ponieważ zaczął dokuczać jej kręgosłup. ..
Opowiedziała o wypadku. ..
– a było pogotowie? czy położyła się pani obok samochodu i poczekała na lekarza?  nie uczą Was , że życie to gra?czasami trzeba poudawać…teraz nie miałaby pani kłopotu z leczeniem…
Proszę panią…Życie to teatr…sztuka udawania…

Słuchałam tej opowieści zszokowana…
Po chwili zastanowienia pomyślałam. ..przecież u nas jest tak samo…
Udawanie, granie, robienie dobrej miny …Nawet jak wszystko się wali…
To nic , że w nocy poduszka mokra. ..a gabinety psychologów i psychiatrów  przepełnione …
TRZEBA ZA WSZELKĄ CENĘ ZACHOWAĆ TWARZ. ..
Na pytanie. ..co słychać? ….jedyna słuszna odpowiedź. ..OK!
Dobrze, jeżeli mamy przyjaciół, którzy nas wysluchają,  przytulą i otrą łzy. ..
A jeżeli jesteśmy samotni, a wszystko wokół nas to pozór, gra?
Coś dziwnego się podziało. ..
Podzieliliśmy się na dwie sztuczne grupy…..
Jedna to malkontenci i ciągle narzekające stękały. ..
Druga to uśmiechnięci,  zadowoleni ze wszystkiego …pomimo…gracze…
A pośrodku nic…
Patryk w domu…dwa tygodnie. ..
Inhaluje Branitob. ..dzięki dobremu człowiekowi, który sam nie ma lekko…
Od kilku dni antybiotyk doustny…dodatkowy…ponad to , co na codzień…
Walczy, czeka, żyje. …
Stara się ze wszystkich sił wykorzystać każdą daną mu chwilę. .
Tak bardzo Go kocham….
Muszę podjąć waźną decyzję…co dalej?…
Za długo już. ..

image

Bezcenne chwile….

Lato, lato wszędzie:))
Nareszcie…prawdziwe lato…
Trochę ciężko, bo nie mamy klimatyzacji , żeby chociaż trochę się ochłodzić. ..ale i tak lepiej niż kiedy leje , wieje i w ogóle jest do bani…
Patryk już tydzień w domu…
Bardzo słaby, ale szczęśliwy…
Każda chwila w domu jest piękna.
Przez ciągłą walkę o wszystko…o życie…umyka nam coś najważniejszego na tym świecie….samo życie..
Dzięki Bogu nie jesteśmy sami…
Długa jest lista podziękowań :))
Mój syn -śpioch -dzisiaj zrobił sobie dzień totalnego wypoczynku…
Czuję, że z dzisiejszych planów nici…ale cóż…po to są, żeby je zmieniać…

I nowość!!!!
Od trzech dni jest apel o pomoc na leczenie Patryka na ,,Siepomaga,,…

image

Tak się bałam, że znowu …jak to już bywało …nie będziemy w stanie kupić niezbędnych leków…
A tu…:) taka pomoc…
DAMY RADĘ. ..
Nie ma innej możliwości. …