Tydzień w szpitalu…

Już tydzień intensywnego leczenia…
Do wczoraj codzień zamiast lepiej –  pogorszenie…bardzo wysoka temperatura…ogólne osłabienie. ..inne objawy ściśle związane ze stanem płuc i mukowiscydozą. ..
Zostałam na noc w szpitalu…spanie na krześle jest lepsze,  niż niepokój w domu…
Obojgu to nam dobrze zrobiło. ..
Budzi się we mnie nadzieja ,  że to przełom. ..że minął kryzys. ..
Decydujące będą najbliższe dni…
Patryk  jest bardzo dzielny…wystarczy mała poprawa , a już zbiera siły. ..
Dziękuję Ci Boże. ..
Dziękuję za wszystkich, którzy w tych najtrudniejszych chwilach są z nami…

I to by było na tyle…znowu rośnie temperatura….

Reklamy

B.z.

Nic się nie zmienia…
Bardzo wysoka temperatura. ..wyczerpanie organizmu…
Doszedł dodatkowy antybiotyk. ..
Dziękuję wszystkim. ..przyjaciołom, znajomym i nieznajomym za wsparcie …słowa otuchy…modlitwę. ..

Tak bardzo się boję. ..

Jestem w szpitalu. Patryk niespokojnie przysypia. ..
Pierwsze co zrobiłam rano po wejściu. ..kiedy zobaczyłam jak wygląda. ..zmierzyłam temperaturę. ..
39.8’….
Po dożylnie podanym paracetamolu nieco spadła. ..
Niepokoją mnie inne objawy …wysokie tętno,  mimowolne skurcze mieśni…całkowite wycięczenie…
Błagam. ..tak bardzo potrzebujemy Waszego wsparcia i modlitwy…

Zaostrzenia c.d.

Właściwie to początek leczenia dożylnego,  więc trudno o spektakularny efekt. Zwłaszcza przy tak zaawansowanej chorobie. Cały czas problem z wysoką temperaturą. Dzisiaj doszedł kolejny…kręgosłup. ..
Nie wiem co byśmy zrobili bez naszego zaprzyjaźnionego fizjoterapeuty, który od kilku lat pracuje z Patrykiem. W razie potrzeby przyjeżdża nawet do szpitala, żeby  ulżyć mu w cierpieniu. I tym razem również okazał się bardzo skuteczny:)
Mam nadzieję, że tym razem leczenie przyniesie nieco lepsze efekty… I pozwoli nam chwilę odpocząć…
A 17 maja mamy się stawić w Szczecinie. ..na badania niestety tylko…

Równoległa rzeczywistość….

Siedzę przy łóżku …Patryk zasnął. ..
Wymeczony temperaturą i kaszlem jest bardzo słaby. ..
Patrzę na niego w zadumie…
Tak wygląda  znaczna część naszego życia…
Ciągłe obcowanie z chorobą, z cierpieniem…
A co by było,  gdyby wszystko uległo zmianie?
Patryk by był na tyle zdrowy, że zaczął by ,,normalnie,, funkcjonować. ..
Tak może być po transplantacji…
Tyle lat żyjemy dzieląc czas pomiędzy dom a szpital, że aż trudno mi sobie wyobrazić inny scenariusz…
Tyle moglibyśmy zrobić….wreszcie dla innych…
Tyle miejsc Patryk mógłby zobaczyć. ..
Podjąć tyle wyzwań….
Teraz największym marzeniem jest żyć….oddychać. ..
A potem?…
Tak dobrze mieć marzenia…

Wyceniamy życie – ile jest warte?

Nie wiem jak powiedzieć…już ( bo przecież Patryk dopiero wyszedł ze szpitala ) czy nareszcie  ( bo po raz kolejny to był wyścig z czasem) jesteśmy na oddziale, a mój syn śpi wyczerpany.
Dostał już pierwsze antybiotyki dożylne,  na zbicie temperatury i …po raz kolejny lek mający go ochronić przed grypą. Po godzinie od przyjęcia cały oddział został zamknięty. Całkowita izolacja. Na oddziale epidemia…
Przed chwilą wyszedł od nas dr.
Nie życzę nikomu by kiedykolwiek stawał wobec takich problemów….
Właśnie się dowiedziałam,  że mój syn nie ma szans pobyć dłużej w domu bez inhalacji z branitobu.
Szkopuł w tym, że dzięki pomocy wielu osób o wrażliwych sercach przez ostatni rok kupowaliśmy  ten lek, ale teraz nie mamy już pieniędzy. ..
Głowa mi pęka. ..
Ile jest warte życie mojego syna.?
Mam świadomość, że nie ja jedna jestem w sytuacji, kiedy życie bliskiej osoby zależy od  stanu posiadania…
Nie pociesza mnie to jednak…
Czuję się jak człowiek gorszej kategorii….co ze mnie za matka …
Boże. ..Ty wiesz, kiedy kres naszych możliwości. ..
Daj nam wiarę …I siły…