Najtrudniejszy czas…

Zawsze myślałam (właściwsze będzie-wydawało mi się) , że jak już zapadną konkretne decyzje, to oboje z Patrykiem odetchniemy z ulgą. Nic bardziej mylnego. Oboje- każde na swój sposób- musimy uporać się z wieloma lękami .
Ja martwię się o swoje dziecko, o sprawy czysto praktyczne , organizacyjne- o wszystko razem .
Patryk zmaga się z wieloma obawami różnej natury. Pewno to jest naturalne. Mam tylko nadzieję, że upływający czas uspokoi nieco  emocje.
Ostatnio, przy okazji  jakiegoś spotkania znajoma sluchając mnie powiedziała, że Patryk trafił na dobrych lekarzy. Chorzy, zwłaszcza przewlekle mają bardzo różne doświadczenia. Zaczęłam sobie przypominać , jak to było w przypadku Patryka.
Pierwszy szpital- IMiDz w W-wie. Przez kilka lat nasz drugi dom. Bardzo dobra opieka, atmosfera. Pani dr.która jest już na emeryturze potrafiła w nocy z domu dzwonić z pytaniem, jak czuje się Patryk. Dr.zajmujący sie na codzień pacjentem zawsze miał dla niego czas.
Potem może zabrakło gdzieś tej empatii….ale Patryk trafił jużpod opiekę Rabki i CZDz w Międzylesiu. Naprzemiennie jeżdziliśmy do obu tych placówek. Bardzo baliśmy się dorosłości…zupełnie niepotzebnie. Kolejny raz Patrykiem zajmuje sie lekarz, do którego ma pełne zaufanie. I z którym jest w stałym kontakcie.
A teraz Szczecin…niezwykli ludzie…i to wszyscy, na każdym szczeblu.
I jak słucham o prezentach, kopertach to przecieram oczy w zdumieniu. Nigdy nie dałam żadnej ”łapówki”.
A przecież mamy jeszcze lekarzy u siebie, w przychodni. I tu jestem częstym gościem, ciągle czegoś potrzebuję.
A jak trafiam na brak zrozumienia…zmieniam lekarza:-)
Przez tyle lat zdążyliśmy nawiązać nawet przyjażnie.
19 lat…kiedy to mineło ? Patryk dorosły facet, dojrzalszy emocjonalnie niż niejeden 40latek. Od dawna nie nadążam za nim, chociaż się bardzo staram.
Ja…potrójna babcia…coraz bardziej zmęczona.
Tak…czas na zmiany…
Szkoda, że to co ze sobą niosą napawa takim lękiem….

Reklamy

…nowy etap..

Czas to pojęcie względne…któż z nas tego nie wie? Patryk ma 19 lat. Różnie bywało…radośnie i smutno…poważnie i wariacko…dobrze i żle. Zawsze jednak w cieniu mukowiscydozy. Pierwszy raz usłyszałam, że muszę być przygotowana na najgorsze , kiedy Patryk miał 2 lata…a potem jeszcze wiele razy. I za kazdym razem po takich słowach narastał we mnie bunt. Nawet przez chwilę nie przyjmowałam ich do wiadomości. Pogodziłam się z mukowiscydozą, ale nie z wyrokiem.
Panie Boże…dziękuję Ci za  opiekę przez te wszystkie lata, za siłę do walki, za ludzi na naszej drodze, za moją kochaną mamę, bez której bym zgineła, za dzieci , rodzinę, a przede wszystkim za Patryka..
Zaczynamy nowy etap….może najtrudniejszy.
Walizka spakowana.
Czekamy…na telefon.
Mamy okienko…ten odpowiedni czas…nie za wcześnie…i nie za póżno.
Przez problemy z płucami uszkodzeniu ulega serce Patryka. Pogarsza się ogólny stan.
Mamy sprzeczne uczucia…radość…i strach…obawa przed tym co nie znane. Przykro mi, że z większością lęków mój syn musi zmierzyć się sam. Ja mogę tylko być z boku i wspierać Go. Najlepiej jak tylko potrafię.

image