Nie tylko muko…

Prawie dwa tygodnie nic nie pisałam. Nie miałam czasu, możliwości …i chyba bałam się trochę , że jak opiszę to co się dzieję to będzie (o ile to możliwe) jeszcze gorzej.

W zeszły czwartek podjęłam decyzję, że wiozę Patryka do szpitala. Wprawdzie minęły od poprzedniego leczenia niecałe trzy tygodnie, ale wiele rzeczy mnie bardzo niepokoiło. Niby nic konkretnego, ale byłam mocno zaniepokojona. Problemem był brak kontaktu z lekarzem- miał wyłączony telefon. Na własną odpowiedzialność -w piątek -już ze skierowaniem pojechaliśmy na Płocką. Na izbie przyjęć Patryk miał zrobione badania, i co ważne prześwietlenie klatki piersiowej .Na podstawie wyników został przyjęty na oddział. Te wszystkie procedury trwają dosyć długo , więc nie czekałam na podłączenie kroplówki.

Po dwóch godzinach zadzwonił Patryk z informacją, że popsuł się port. Ma założone wkłucie w rękę. Trwa sprawdzanie jaki problem wystąpił. Zrobiono mu prześwietlenie. Następnie tomografię. Badanie wykazało, że od bębenka portu odczepił się dren i utknął w przedsionku serca. Zdrętwiałam, kiedy zadzwoniła do mnie dr. anestezjolog z tymi informacjami. Próbowano umówić Patryka na operację w Aninie, ale trwała tam transplantacja serca. Zapadła decyzja, że rano Patryk zostanie przewieziony do MSWiA. Mogłam z nim tam jechać i przez cały czas(poza pobytem na sali operacyjnej) być przy nim.

Kardiochirurdzy podjęli decyzję, że spróbują usunąć dren przez pachwinę, żeby uniknąć otwierania klatki piersiowej. Od początku było wiadomo, że będzie ciężko. Po pól godzinie trwania operacji wyszedł do mnie jeden z lekarzy, mówiąc żebym się modliła ,bo mają poważny problem.

To były najgorsze godziny w moim życiu. Chyba nigdy aż tak bardzo się nie bałam. Modliłam się nie tylko ja. Po godzinie wywieziono Patryka z sali. Udało się – chwała Bogu. Prof. ,który zajmował się moim dzieckiem ma złote ręce. Opinia była taka, że nikt inny by tego nie dokonał.  Alternatywą  była operacja na otwartej klatce piersiowej, a z bakteriami opornymi na antybiotyki Patryk nie miałby szans.

Po kilku godzinach wróciliśmy na Płocką. Pozostał do wyjęcia jeszcze jeden element portu i ew. założenie  kolejnego. Żyły nie wytrzymują tak intensywnego leczenia.

Badanie tomografem pokazało też , że Patryka płuca wymagają szybkiego przeszczepu. Niestety, są w takim stanie, że ich zdjęcie służy do straszenia studentów- jak był uprzejmy poinformować mnie lekarz prowadzący.

I tym sposobem nie zabiłaby Patryka mukowiscydoza, tylko port. I nawet nie próbuję szukać winnego. chociaż ewidentnie wiele osób po drodze nawaliło, a najbardziej brak kompleksowej opieki i lekceważenie człowieka.

Zaczynamy badania. Od nowa. Tylko teraz może szybko zapadną wiążące decyzje. Nie mamy zbyt wiele czasu. Patryk jest bardzo zmęczony. Codziennie jestem u niego,żeby pomóc mu w najzwyklejszych czynnościach. I po prostu być.

Też jestem zmęczona…i przestraszona. Wracając w piątek wieczorem usnęłam za kierownicą. Masakra.

Przerażające jest to, że Patryk prawie życiem przepłacił opieszałość i lekceważenie problemu przez lekarzy.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s