Jesień-deficyt kolorów…

Mija dzień za dniem, a mój syn ciągle w szpitalu. Jakaś totalna porażka .Tak naprawdę przez pierwsze dwa tygodnie  nie widziałam żadnych specjalnych efektów leczenia. Poza tym, że spadła temperatura i może odrobinę mniej kasłał,  niewiele się zmieniło.  Nawet doszły nowe problemy-  kłopoty z kręgosłupem i całkowity brak apetytu. I zrozumiałabym , gdyby chodziło o jedzenie „szpitalne” , ale nie miał ochoty kompletnie na nic. Woziłam jedzenie rano do szpitala , po czym wieczorem zabierałam do domu. Do tego fatalny stan psychiczny. Nie przypominam sobie , żeby kiedykolwiek był tak przybity.

W poniedziałek , po dwóch tygodniach intensywnej antybiotykoterapii Patryk miał być wypisany do domu . Od rana , jak to zwykle bywa miał robione wszystkie kontrolne badania. Okazało się , że wyniki niewiele odbiegają od  tych, jakie były przy przyjęciu. Decyzja o przedłużeniu leczenia była dla niego szokiem . Sytuacji nie poprawił fakt, że został przeniesiony do pięcioosobowej sali. Do dwóch antybiotyków podawanych wcześniej został dołączony trzeci. Bomba chemiczna. Nawet sobie nie próbuję wyobrazić, co się dzieje z układem odpornościowym .

Dzisiaj  rozmawiałam z Dr.  Jutro znowu od rana badania. Jeżeli wyniki będą lepsze od poprzednich to  wypis i do domu. Jednak z założeniem, że przy najmniejszym pogorszeniu natychmiast do szpitala. Nie wiem jak Patryk to przyjmie. Na pewno ucieszy się z wypisu, ale niekoniecznie z perspektywy ewentualnego rychłego powrotu na Płocką. Moje zdanie jest takie , że w szpitalu powinien zostać do pn. , ale nawet nie próbuję go głośno wypowiadać.

Cóż , zobaczymy co nam przyniesie jutrzejszy dzień.