Ze szpitala do szpitala…

Tak więc… Jakby zacząłem przez chwilę żyć trybem sprzed przeszczepu. – To znaczy, mam nadzieję, że tylko przez chwilę.

Jakiś czas temu, z powodu gorszej wydolności oddechowej i złego samopoczucia z męczliwością wysiłkową, trafiłem do szpitala na Banacha w Warszawie i zostałem na tydzień. Widoki z okna szpitalnego można zobaczyć na moim Insta. Niestety, poza badaniami, nie wprowadzono zmian w leczeniu i wróciłem do domu na weekend.

Po kontakcie ze Szczecinem w niedzielę wyjechaliśmy w dobrze znaną trasę na północny-zachód, ale niestety nie na zwiedzanie do GB. Cóż, Takie życie…

CEL – SZCZECIN

I tak po długiej, ale i tak za krótkiej na przemyślenia o sensie istnienia, podróży dotarliśmy do celu, aby następnego dnia gnać do poradni Transplantologicznej. Po spotkaniu z Panią Doktor okazało się, że zostaję na oddziale. Doszły dawno nie spotykane inhalacje i antybiotyk dożylny a także solu-medrol (również w kroplówce) aby opanować stan zapalny i postawić mnie na nogi.

Jeszcze chwilę tu posiedzę, wiec życzcie mi szczęścia 😉

Już pachnie wiosną…

Człowiek to jednak dziwne stworzenie. W każdej , nawet najtrudniejszej sytuacji szuka promyka słońca, okruchu radosci, cienia nadziei 🙂

W minionym rok według podsumowania pana Google przejechałam 23 tys. km. Większość to trasa do Szczecina. Czasami podróż była przyjemna, a czasami okupiona wielkim stresem. Jak to w życiu bywa.

Dwa lata temu…20 stycznia wracaliśmy do domu po transplantacji. Patryk dostał najcudowniejszy prezent – ŻYCIE!!!!

Zawsze będziemy wdzięczni rodzinie dawcy, zespołowi translantacyjnemu i Bogu…

Te dwa lata już za nami. Dla Patryka były bardzo trudne. Dla mnie i całej mojej rodziny też. Wszyscy musieliśmy zdać egzamin z człowieczeństwa, wrażliwości…i miłości.

I chyba się udało…

Patryk pomimo kolejnych problemów ( sepsa, bakterie w płucach) znowu zaczyna snuć plany na przyszłość. Jest pełen nadziei i wiary , że to co najlepsze dopiero przed nim.

Dzisiaj mijają dwa tygodnie jak przyjechaliśmy do Szczecina. W piątek wyruszamy do domu.Z nadzieją na lepszy czas.

Dziękujemy , że wciąż z nami jesteście….

Stare mija, idzie nowe…

…mam nadzieję, że lepsze…

Za nami bardzo trudny rok, chyba najtrudniejszy w naszym życiu. Jestem pełna podziwu dla Patryka. Jego siła ducha, cierpliwość i wiara są niesamowite. Jest niezłomny, nawet sepsa Go niepokonała.

Głęboko wierzę, że teraz może być tylko lepiej. Najważniejsze, że nie jesteśmy osamotnieni w tej walce.

Życzę Wam wszystkim i nam, by ten Nowy Rok był lepszy, niż mijający.

Życzę Wam i nam, żebyśmy nigdy nie czuli się osamotnieni, byśmy nie musieli się bać, żebyśmy w najtrudniejszych momentach mieli wokół kochające serca.

Z całego serca dziękuję…i Bogu i ludziom..

Życzę Wam i nam wszystkiego najlepszego!!!!!!

Paradoksy życiowe…

Intensywne leczenie przynosi efekty. Leczy się ciało, a co z resztą?

Mam bolesną świadomość , że Patryk miał niesamowite szczęście. To jak potoczyły się wszystkie wydarzenia, że trafił od chwili przyjazdu karetki na ratowników i lekarzy z wiedzą i z sercem. Decyzją wrażliwego lekarza został przewieziony do szpitala najlepszego w Warszawie, a tam trafił   pod opiekę lekarek z niespotykaną empatią.

Kryzys zażegnany.Pacjent żyje.I co dalej?

Wiem, że potrzeba czasu na rechabilitację…tę fizyczna … a co z resztą?

Patryk jest bardzo osłabiony… i przestraszony …

Nie ma sił nawet na rozmowy telefoniczne.

A mnie smuci , że  mówienie o ciemnej i smutnej stronie mukowiscydozy jest traktowane jak narzekanie, straszenie tych, ktorzy jeszcze nie wiedzą z czym być może przyjdzie im się w przyszłości zmierzyć.

Mukowiscydoza to jest taka choroba , która nigdy nie pozwoli o sobie zapomnieć…

My mamy swoje Halloween…

A BYŁO W MIARĘ SPOKOJNIE…

Jak  bardzo można się bać ? I ile razy można umierać ze strachu?

Wszystko poszło błyskawicznie. W czwartek badanie PET z kontrastem. W piątek pogorszyło się samopoczucie. W sobotę brak sił, temperatura …w nocy ponad 40″. W niedzielę antybiotyk doustny. W poniedziałek lekarz rodzinny . W nocy utrata przytomności, karetka, SOR w Piasecznie.

Pierwsze badania. CRP 190. Karetką na sygnale do szpitala klinicznego MSWIA. Szybka, rozszerzona diagnostyka, antybiotyki, płyny… CRP rośnie. W czwartek już dochodzi do 500. Szok!!!!! Bakterie we krwi, zakarzenie organizmu…

Sterydy dożylnie. Płyny, bo nerki się buntują.

W piątek….cud, leczenie zadziałało – CRP 109…

Walka dalej trwa, ale jest światełko w tunelu. Patryk kompletnie wyczerpany.

Przez ten czas od transplantacji walczył o kondycję rujnowaną kolejnymi zakarzeniami – bakteryjnymi, grzybicznymi, wirusami. Walczył o każde 10dkg dodatkowej wagi, którą tak łatwo tracił.

Wykorzystywał każdą minutę nowego życia, którą zyskał dzięki transplantacji, DAWCY i jego rodzinie, cudownym lekarzom.

Zawsze pogodny, uśmiechnięty, pomocny…

Nigdy wcześniej tak się nie bałam. Czułam się, jakbym była poza czasem i przestrzenią.

Coraz częściej zastanawiam się ile może znieść pojedyńczy człowiek? I w imię czego?

 

Nadzieja daje życie, życie daje nadzieję !!!